Taka jest rola cienia, korzysta z nieświadomości nocy i gra role do północy.
Gdy o świcie po zenicie, światło ściany go spotyka, cicho zmyka, w geście chwały usuwając, pani światła się rozpuszczając.
Pani światła teraz swieci, w pełnej klasie swego źródła, zgodnie z wola reżysera i historia się rozpoczyna.
Nic nie świadom swojej roli, gra w niej aktor swoją scenę, siedząc w dali dużej sali.
Bo gra światła go prowadzi właśnie do własnego doświadczenia. Nie gra roli z scenariusza, sam wie lepiej czym jest scena. Zapomina, że jest widzem ucząc wszystkich, wpada w odchłań przedstawienia. Zmienia maski i kostiumy, a komedie życia we własne cierpienia.
Reflektory zaślepiają pustą salę, nic nie widząc poza sobą, gra o ironio i tak dalej. Nic nie słysząc, gra i tak krzycząc. Tylko echo się odbija jego wrzasku w cichej sali.
Sam zapomniał po co przyszedł i nie poznał przedstawienia, wiedział lepiej czym jest teatr od samego reżysera.